Karolina Jonderko
Lynk
Lynkałach sie od bajtla. Tym jednym słowym mogłabych opisać bycie cerom górnika.
Na Śląsku tyn lynk przekazuje się z pokolynio na pokolynie. Momy go w DNA. Lynkomy się o naszych łojców i chopów.
Jo szczególnie lynkałach się nocą, kiedy fater był na szychcie na nocnej zmianie. To wtedy najczęściej zdorzały się tąpnięcia, kiere trzęsły cołym familokiem, ściepując zastawa ze szranku czy ksiōnżki z półek.
Do dziej źle śpia. Nie umia spać. Sen oznaczo utrata kontroli nad otoczyniem. Przez te wszystkie lata mój mózg wyszkolił się w czuwaniu. Durś czuwom, choć mój fater jest już od downa je na emeryturze.
Gańba
Gańba – druge uczucie, o kierym musza napisać. Urodzinach sie w 1985 roku w Rydułtowach. W doma mólili my, a niy godali. Czamu? Coby mi ułatwić życie. Skuli tego, że śląski jynzyk był zabroniony. We szkołach, jak sie kiery odezwoł po śląsku to od razu po pazurach linijkom dostoł. Pedzieli nom, żeby my godali po “piyknym polskim”, a niy po jynzyku “plebōw”. Sprawiyli, coby my sie gańbili przed naszom włosnom godkom i tożsamościōm.
Jo zawdzienczom mojo śląsko godka mojej omie Joli. Nie umia pisać tak rychłych poprawnie po śląsku, bo nigdy my sie nie uczyli. Pisza jak godom. No bo kaj sie miołach nauczyć, jak było zabronione!
Fandzoliło się na dworze z innymi bajtlami i ze starkami i satarzikami. Dzisiej se moga pogodać z fatrym i mojom starszom szwestrom, kiero miyszko w Angliji. Nawet ze moim ślubnym – Warszawiokiem! Dziynki tymu mogą se do niego dżistać po śląsku, a i na śląsko sztuka do teatru powandrować, bo wszystek już rozumie. Je żech z niego fest dumno. Podobnie jak jeżech dumno ze swojij godki. Nawet wrażaja jom do swojigo CV.
Spólnota
Żeby nie było, że yno same obowy i przykrości sam wypisuja, bo je też coś piynknego w życiu na Śląsku – spólnota.
Znało się wtedy durś wszystkich sōmsiodów z familoka, bez wyjątku. Jak kiery się hajtoł, to do kożdego zanosiło się kołocz.
Zawsze umajali my też klotka balonami, szlajfkami i inkszymi pieroństwami, żeby państwo młodzi mieli piyknie.
Jak kieroś z mam musioła kajś wyleź, to podciepywała bajtla sōmsiadce. Rychłych czuło się wsparcie i pomoc na kożdym kroku.
Większość ludzi w familokach to były rodziny górnicze – kożdy przechodził przez to samo, więc wspierali my się, jak yno mogli.
Tęskno mi za tymi czasami. Terozki żyja w stolicy. Dopiero jak pojawił się u nas pies, po czterech lotach poznali my młodych ludzi mieszkających nad nami.
Tak to się po prostu mijomy. Wszyscy tukej som anonimowi. Nikt sie nikim nie interesuje. Tako prowda.
Tradycje
Na szczyńście moc tradycyjów górniczych je durś czczonych – chocioż niykere zanikajom.
Mojo muter uczyła rytmiki w przedszkolu i muzyki we szkole. Durś pamiytom, jak co roku przed Barbórką uczyli my sie śpiywek górniczych, robili laurki dla łojców i spotykoli z prowdziwymi górnikami w mundurach.
Na bajtlach taki tęgi chop w stroju górniczym i czako na głowie robił ogromne wrażenie. Po prowdzie do dzisiej mom szacunek do tego munduru.
Barbórka to najwożniejsze świynto górnków – z pochodami, biesiadami, karczmami piwnymi i oczywiście muzykom orkiestr dętych.
Kiedyś kożdo gruba mioła swojo orkiestra. Dzisiej to już rzadkość.
Beztóż postanowiłach zrobić o nich projekt fotograficzny – to je mój skromny wkłod w to, kieby nosze niematerialne dziedzictwo kulturowe przetrwało.
Gruba
Gruba = matka. Przeca całe miasta były budowane skuli gruby. Familoki, przedszkola, szkoły, placówki medyczne. Gruba to je muter kiero wszystkich karmi. Fest trudno je opisać jak to je żyć w miejscu kiere je stworzone i tętni w nim życie yno skuli gruby. Kaj wszystko ze wszystkim i wszyscy ze wszystkimi sie łonczom.
Za bajtla miałach sie naprowda dobrze. Gruba fest dboła o swoich pracowników. Dostowali my paczki na świynta, wczasy pod gruszom – każdo kopalnia mioła swój ośrodek w różnych miejscach w Polsce. Kwk Rydułtowy mioła dupny ośrodek w Dusznikach Zdrój i Ustroniu Morskim. Jeździłach tam na kolonie z muter.
Górnicy mieli różnego rodzaju dodatki. Naprowda złote czasy górnictwa.
Ale jak wszyscy wiymy one sie już downo skończyły. A bydzie jeszcze gorzyj jak gruby pozawierajom. Ale to już je temat na inkszo rozprawa.
Przemoc i alkoholizm
Nie do sie jednak uciec od mynij przyjemnych stron życia w górniczej społeczności. Przemoc była na porządku dziennym.
Ściany w familokach ciynki jak papiór. Fater wiela rozy interweniowoł. Naprane chopy wrocały do dom i proli swoje ślubne i bajtle.
Ale w niedziela, w świeżo wybiglowanych koszulach siedzieli w piyrszych łowkach w kościele.
Fater alkoholik – to była norma. Wszyskie bajtle wiedzioły, co się dzieje w chałupach po powrocie łojców z roboty. Cołkie miasta hodujące DDA.
Jo miałach szczęście – mój fater nie pił. Mono z dwa razy widziałach go napranego.
Raz wracoł z Barbórki i dostoł w głowa od młokosów, co ukradli mu obrączkę. Stracił przytomność i wrócił dopiero następnego dnia.
Pamiętom to jak dziś, bo nie spałach cołko noc, zrywając skórki u paznokci do krwi.
Natomiast muter nadrabioła za ich dwoje. Bo kobity na Śląsku też piły.
Mono nawet tela samo co chopy , yno na pewno inakszy.
Czynsto nawet członkowie familij nie wiedzieli, co tak dobrze się kamuflowały.
Piły po cichutku, nie robiąc burd, nie stosując przemocy. Po prostu zalewały swoje smutki w zaciszu własnego domu.
Były obecne ciałem, ale nie duchem, powoli zapadając się w sobie.
Moja muter wracoła z roboty w szkole i od razu otwieroła piwko. Jedno, drugie, trzecie. Aż nie było z nią kontaktu. Grzecznie kłodła się spać, by kolejnego dnia powtórzyć ten schemat.
Fater zawsze mi tłumaczył, że muter je zbyt wrażliwo na tyn świot, beztóż się znieczuloła.
Po prostu wszystko zawsze fest przeżywoła. Dzisiej nazwaliby my jom osobą wysoce wrażliwą.
Była fest uczuciowo, ciepło i kochająco. Zawsze fest mie przytulała, czysto godając, jak fest mie kocho. Jak przychodziłach ze szkoły ze złą oceną i jak zakrywałach się faktym, że wszyjscy inksi dostali dwója, to powtarzoła mi w kółko: „Mnie nie interesują wszyscy. Interesujesz mnie tylko Ty.”
Fest za nią tynsknia. Zmarła w 2008 roku na raka kości. Mimo cierpienia, kiere my wszyscy wtedy przeżywali, ostatnie miesiące jej życia wspominom najlepszy. Bo wtedy przestoła pić.
Odzyskałach jom yno na chwilka. Ale je żech niesamowicie wdzięczno za ten czas.
Na grubie za to się fest chlało – czy kieryś chcioł, czy ni. „Ze mną się nie napijesz?” – tak winna zaczynać się ksiōnżka o górnictwie.
Pamięca, jak fater opowiadoł, że żony przychodziły po wypłaty, bo inakszy nie byłoby za co kupić jedzenia dla bajtli. Chopy przepijali całe pijōndze w kilka dni.
Ale coś się zmieniło. Na spotkaniu klasowym (25 lot po podstawówce) spytałach kumpli, co durś robiom na grubie, czy tradycyjo picia wciąż mo się dobrze.
I tu żech się zdziwiła – alkomaty przi bramie, kontrole u ochrony.
Jak kieryś wypije, to je od razu zawracany albo zwalniany. Kiedyś nie do pomyslynio.
Także je zmiana na lepsze. Czasy się zmieniły. Kamiyń z serca.
Korzenie
Co by nie godać – Ślązoki majom silne prziwionzanie do ziemi.
Momy richtich mocne korzenie. Uświadomiłach se to dopiero, kej opuściłach rodzinne strony.
Mój chop pedzioł kiedyś, że mi zazdrości – że wiym , skond żech je, i mogą to nawet wyrazić we swojim włosnym jynzyku
Że jak yno się odezwia, to po zaśpiewie wiadomo, skōnd żech je.
I myśla, że im barzij prōbowali w nas wyplenić miłość do hajmatu, tym barzij my go kochali i pielęgnowali.
Dla mie to je miłość słodko-gorzko, ale prawdziwo.
Je żech dumno ze swojego pochodzenia.
Podziwiom wszystkich górników, kierzy kożdego dnia cisnom pod ziemia, ryzykujōnc życie, coby zapewnić swojim familijōm godne życie
Momy sam takie górnicze pedzynie „Wiela zjazdów, tela wyjazdów.”
I tego życza wszystkim grubiorzom.
Szczęść Boże.

