Michał Mądracki
Z mgły wyłoniła się grupka młodych mężczyzn od 1 do 9, w strojach do gry w futbol amerykański, z kaskami na głowach, stali w półkolu. Na ziemi leżał na wznak mały, stary człowieczek w szarym garniturku, nie dawał żadnych oznak życia. Z boku głowy była mała ranka, przez którą sączyła się strużka krwi.
PIERWSZY
– Pierdolić go. On nie reprezentuje żadnych prawdziwych ludzi, ani demokratycznych wartości.
DRUGI
– Ten facet mógł zabić mojego wujka i zasłużył sobie na śmierć. Dla takich jak on jest miejsce w piekle, będzie tam gnił z Hitlerem i innymi ścierwami dookoła.
TRZECI
– Totalnie się z tobą zgadzam. Jebać to gówno.
CZWARTY
– Jebać go! Naprawdę jestem szczęśliwy z jego śmierci, niech się smaży w piekle!
PIĄTY
– Lepiej by wyglądał z kulą w twarzy.
SZÓSTY
– Pierdolić jego i pierdolić jego rodzinę, niech spłonie w ogniu piekielnym ta cipa, i mam nadzieję zjedzą cię rekiny, cipo!
SIÓDMY
– Jestem z Norwegii, ale też go nienawidzę, wszyscy nienawidzą takich u nas, kurwa!
ÓSMY
– To śmieszne, bo nie żyje.
DZIEWIĄTY
– To największy kutas jakikolwiek żył!
PIERWSZY
– To terrorysta. Przechodził na czerwonym świetle i stuknął go samochód.
DRUGI
– Nikt mu nie kazał łazić po nocach, sam się o to prosił.
TRZECI
– Jakby nie miał nic do ukrycia, to coś takiego by się nie stało.
CZWARTY
– Wystarczy na niego spojrzeć, to prowokator.
PIĄTY
– Porządni ludzie nie giną w takich okolicznościach.
SZÓSTY
– Jakby był prawdziwym patriotą, to by siedział w domu.
SIÓDMY
– W dodatku spacerował we mgle, u nas w Norwegii już dawno byłby trupem.
ÓSMY
– Nikt go nie prosił na ten świat, a co dopiero tutaj.
DZIEWIĄTY
– Powinien umrzeć jeszcze w łonie matki, przecież wiedział, że się urodzi. Każdy powinien być odpowiedzialny za swoje życie.
PIERWSZY
– A wiecie kto mieszka teraz w małym, białym domku?!
Wszyscy skinęli głową. Splunęli po kolei na trupa i zniknęli miarowym truchtem we mgle. Energicznie śpiewają rapowy song teksańskiego boysbandu i biegną w stronę małego, białego domku.
***********************************
Nad małym, białym domkiem latają małe drony i nonszalancko spuszczają minibomby, które rozrywają perfekcyjnie przystrzyżony, wiecznie zielony, prezydencki trawnik. W środku małego, białego domku, w skromnej salonce, przy atrapie kominka, na którym stoi piramida pustych puszek po piwie, siedzi na podziurawionym fotelu ze złuszczonej skóry krokodyla przygnębiony Prezydent Najwspanialszego Kraju Świata, w skrócie PNKŚ, dla przyjaciół Pniak.
Starszy, otyły mężczyzna siedzi w brudnym szlafroku hotelowym z wyrwanym logo na wysokości lewej piersi, a na jego głowie widać konsekwencje nieudanego przeszczepu włosów w Turcji, tuż przed przymusową abdykacją rok temu, archipelag rozczochranych, tłustych, siwo-rudych kłaków, które nerwowo zawija i szarpie; raz prawą, raz lewą dłonią.
Brutalnie maca lepiącą się od brudu klawiaturę, na której nie można rozpoznać już znaków, a jemu coraz częściej zdarza się zapominać, gdzie jest jego ulubiony wykrzyknik. Korzysta z platformy XVT zaprojektowanej przez Dr Mu, który również jest adresatem tej wiadomości.
Pniak szarpiąc się za włosy pobudza mózg na półkuli krytycznej, w ten sposób łapie wenę i wyklepuje doskonały apel o pomoc do byłego przyjaciela, na swoim zatłuszczonym, świecącym w półmroku złym blaskiem laptopie, obok którego leży miska frytek w pół wyschniętej kałuży keczupu, wiaderko wczorajszych, nadgryzionych kurzych nóżek z KFC i awaryjna zgrzewka coli light.
„Na pewno pamiętasz te czasy, kiedy ja byłem królem najwspanialszego kraju na świecie, a ty miałeś być królową, nie obrażając ciebie ani żadnej królowej. Inni nie mogą tego powiedzieć, ale ja mogę. Pojawiły się problemy między nami. Ale to nie ty czy ja jesteśmy winni, bo to problemy mężczyzn. Były, już ich nie ma, są inne. Zawsze jakieś będą i co z tego?! Ty uciekłeś na Marsa ze swoim AI, a ja zostałem tu na ziemi, sam jak palec w ściśniętej dupie.
Ja ratowałem siedem tysięcy ludzkich istnień każdego dnia, codziennie podpisywałem traktaty pokojowe, za darmo, nawet jednego nobla za to nie dostałem! Aż do dnia, w którym ten bękart, mój wnuk Pniak Junior, uwięził mnie w małym, białym domku, a potem rozpętał wojnę ze wszystkimi i teraz już nikt nie liczy trupów.
Muszę się stąd wydostać, wciąż jestem młody, silny byk! Muszę zakończyć wszystkie te wojny, domowe, atomowe, sromowe, doprowadzić do ładu ten burdel na świecie. I zrobić dobry biznes dla ludzi, nie tylko ten pogrzebowy młyn. Obywatele najwspanialszego kraju na świecie zasługują na bezpieczeństwo, kasę i trochę zabawy. Przecież nie urodzili się, żeby zestresować się i umrzeć?! Ja mogę im to dać, ale tylko z tobą. Ty urodziłeś na Marsie najwspanialszego AI, masz flotę, żeby tu przybyć, wyzwolić mnie i zaczniemy załatwiać wielkie sprawy. Ty swoje, ja swoje, to nasz najwspanialszy kraj na świecie!
Jesteś IN czy OUT, OK?!”
Na odpowiedź nie trzeba było czekać dłużej niż 30 nanosekund po odczytaniu wiadomości.
Dr Mu razem ze swoim AI w postaci złotego jajka w dłoni teleportowali się z Marsa do małego, białego domku. Zmaterializowali się bezpośrednio na pustym krześle przy stole przed atrapą kominka, gdzie siedział Pniak. Odskoczył z wrażenia do tyłu i przewrócił wiaderko z nadgryzionymi nóżkami kurczaka, które wylądowały na laptopie.
Dr Mu to człowiek o kontrowersyjnej urodzie, która pozbawia wieku i jest na krawędzi płci. Wynik wieloletniego, nano-chirurgicznego projektu. Zero zmarszczek, zero włosów, doskonały model unisex z diamentowym czipem w mózgu. Zawsze cały czad naraz na wejściu, zawsze z lekkim, szyderczym uśmieszkiem w kącikach ust oraz zawsze w przebojowym stroju celebryty, tym razem w kosmicznym kombinezonie o azjatyckim kroju kimona.
Dr Mu w dłoni trzyma małe, złote jajko, w którym jest zainstalowane oko kamery, lekko podrzuca je do góry.
DR MU
- Zrobimy to profesjonalnie, żeby nie tracić czasu, ani energii. Wiesz, że tego nie lubię. I pod warunkiem, że o przeszłości nie gadamy. Plan jest taki. Zorganizuję spotkanie z Bogiem.
PNIAK
- Nawet się nie przywitasz, tylko od razu organizujesz spotkanie z Bogiem. Z grubej rury. To mi się podoba, cały ty! Oczywiście, że zrobimy tak jak lubisz! Może napijesz się coli light, a ja przynajmniej zamienię szlafrok na garnitur. Bóg chyba lubi garnitury…
DR MU
- Moim zdaniem Bóg woli brudne szlafroki, lepiej żebyś wyglądał jak żebrak. Wszyscy święci ze starego testamentu wyglądali jakby nosili brudne szlafroki. Ja wyglądam jak wyglądam, jestem tylko osobą techniczną w tym spotkaniu. Mój AI opracował algorytm, który namierza szczeliny, gdzie siedzi Bóg. AI w dużej mierze inspirował się teorią o działaniu JAHVE w wielowymiarowym świecie według teorii Goldberga. A wynika z tego, że jest ich więcej – bytów wyższych, niż tylko JAHVE. Na pewno dostęp do JAHVE jest sprawdzony i on ma prawie monopol na władzę w ziemskim rejonie. Mój AI przerobił TORĘ, KORAN, BIBLIĘ, wszystko we wszystkich wersjach, z apokryfami i najstarszymi manuskryptami. Wiemy, jak to działa.
AI wygeneruje szczelinę, będzie tłumaczył nasze prośby i negocjował warunki Jego protektoratu. Po aramejsku.
Odezwał się AI (głosem Amy Winehouse)
- Wydaje się teraz, że Izrael jest na gorszej pozycji, ze względu na masakrę w Palestynie i może spaść jako naród wybrany. Musimy to wykorzystać w negocjacjach z JAHVE.
PNIAK
- Próbowaliście już?
DR MU
- To będzie pierwszy raz. Ja, ty i JAHVE, no i AI. Najpierw załatwimy sprawy z JAHVE. Nowa umowa, protektorat i te rzeczy, a potem wracamy na ziemię. Posprzątać i podzielić się.
PNIAK
- A Bóg nie będzie chciał żadnych ofiar?
DR MU
- Mnie to nie obchodzi. Nie martw się ofiarami, jak chcesz należeć do bohaterów.
PNIAK aż zerwał się na równe nogi:
- Jedziemy!
AI (głosem rozbawionej Amy Winehouse)
- Nie musimy nigdzie jechać panie prezydencie. Proszę się wygodnie rozsiąść.
*************************************************
Dr Mu starannie uprzątnął stolik przed atrapą kominka. Pniak siedzi nieruchomo na swoim fotelu, w brudnym szlafroku. Dr Mu usiadł na krześle naprzeciwko i położył na środku stolika złote jajko. Złote jajko, patrzące na nich z każdej strony, głosem Amy Winehouse potwierdza gotowość do rozpoczęcia misji. Zaczyna wirować wokół własnej osi. Wiruje coraz szybciej. Otwiera się źrenica w oku kamery i wystrzela z niej drgający, niewyraźny obraz, który zawisa jak chmura z galarety nad stolikiem pomiędzy mężczyznami.
Obraz powoli nabiera ostrości, a galaretowata chmura powiększa swój zasięg obejmując pół saloniku. W obrazie pojawia się stopniowo twarz na oko dziesięcioletniej dziewczynki, wystaje z gęstej, ożywionej, zielonej masy roślin, wśród egzotycznych, delikatnie poruszających się gałęzi i liści wplecionych w jej włosy. Przez chwilę, w nieodgadnionym, poważnym milczeniu, obserwuje Pniaka i Dr Mu.
DZIEWCZYNKA
- Zapraszam za mną.
Twarz dziewczynki znika w zielonej masie. Dr Mu wymienił się szybkim spojrzeniem z Pniakiem, mrugnął porozumiewawczo. Wstał, wszedł na stolik i energicznie wskoczył do galaretowatej chmury. Pniak skołowany rozejrzał się po saloniku, jakby szukał czegoś, ale nagle zapomniał i zwiesił się w nieokreślonym punkcie, aż zagryzł na wszelki wypadek kurczaka, schował do kieszeni białą chusteczkę i niezgrabnie wdrapał się do chmury, łapiąc się za wystającą z niej gałąź.
Dziewczynka porusza się szybko, ciężko jest ocenić w co jest ubrana, bo falujący gąszcz fantastycznej flory oplata jej ciało, które jakby płynie przed siebie niosąc samą głowę. W przeciwieństwie do ciał Pniaka i Dr Mu, przedzierających się z największym trudem przez gęstwinę roślin, które chłostają ich po twarzy wielkimi, bulwiastymi liśćmi, podduszają natrętnymi lianami, dają kuksańce gałęziami, podkładają nogi korzeniami.
Głowa dziewczynki zatrzymała się. Podeszli bliżej, głowa kiwnęła w lewą stronę, gdzie na brzegu rzeki stała przycumowana drewniana łódź, rodzaj prymitywnej tratwy. Na dziobie, z wiosłem w dłoni, w prostej, jednoczęściowej, szarej szacie stoi STARA, kobieta z długimi siwymi włosami, z surowym wyrazem twarzy człowieka, który żył tysiąc lat. Jej błękitne oczy skanują mężczyzn na wylot. Zdecydowanym ruchem wiosła zaprasza ich do łodzi. Pniak ukłonił się w pas i z pomocą Dr Mu wgramolił się na pokład.
Łódź odbiła od brzegu, szybko łapiąc mocny prąd w dół rzeki. Dr Mu obserwował twarz Dziewczynki, która powoli zamieniła się w mały punkt i zlała z zieloną masą żywej dżungli, jakby w tańcu żegnającej łódź i jej pasażerów. Pniak otrzepywał błoto i zielsko z szlafroka, klnąc cicho pod nosem na syf dookoła. Stara trzymała ster łodzi i patrzyła się tylko na rzekę przed sobą, jakby rozmawiała z nią, słuchała rad wody szepczącej jak bezpiecznie dopłynąć do celu. Wściekle warczącą dżunglę pochłania znienacka i po cichu gęsta, biała jak wata cukrowa mgła, dźwięk lasu gasł, jakby się oddalał, uciekał. Na zakręcie rzeki wpadają w gwałtowny spadek, łódź wpływa z impetem do olbrzymiego korzenia, w podwodnym tunelu panuje absolutna ciemność i cisza. Pierwszy odezwał się lekko zirytowany Pniak:
- Nie macie tu nawet jednej jebanej lampy?
STARA
- Posłuchaj. Jestem istotą, która zamieszkuje w korzeniach drzewa życia zanurzonych w czystym świetle. Ty go niestety nie widzisz. Ja żyję w świetle, ty w ciemności.
PNIAK
- Spoko. Nie musimy się obrażać. Ja tylko chciałem powiedzieć, że naprawdę dobrze sobie radzisz na tej łajbie i masz fajny strój.
DR MU
- Mówiłaś, że jesteśmy teraz w korzeniach?
STARA
- Chcecie, żebym doprowadziła was do Boga. On wam już wszystko opowie.
Łódź wkracza w podwodny świat tajemniczego organizmu Rzeki-Maszyny, sieci rur połączonej z systemem korzeniowym fantastycznego ogrodu, który w istocie jest abstrakcyjnym przekrojem jednej Rośliny. W zamkniętym obiegu labiryntu kanałów i rur wypełnionych cyrkulującą, różnokolorową cieczą mijają kobiety w różnym wieku, z różnych stron świata, w trakcie różnego rodzaju czynności skorelowanych z podtrzymaniem tętna podwodnej Rzeki. Kobiety działają samotnie, w parach, albo w zbiorowych konstelacjach. Dr Mu wszystko filmuje swoim złotym jajkiem, a Pniak ostentacyjnie się gapi.
PNIAK zasyczał na ślinie do DR MU.
- Chyba nam się szykuje mała orgietka przed spotkaniem z Bogiem.
Dr Mu nie przestając filmować.
- Nic mnie to nie obchodzi. Spotkanie z Bogiem jest orgazmem samym w sobie.
PNIAK skrzywił się z niesmakiem.
- Ja nie chce robić tego z Bogiem, tylko z nim rozmawiać.
Dr Mu westchnął zrezygnowany.
- Czego robić? Jesteś idiotą i zboczeńcem, ale to twój problem. Nie mogę ci we wszystkim pomóc.
Stara nie zwraca na nich żadnej uwagi. Łódź po chwili dobija do brzegu podwodnej wyspy.
*************************************************
Stara chwyciła wiosłem i niemo wskazała im zielony trawnik jak z bajki na plaży, gdzie w mgnieniu oka pokazało się kilkadziesiąt nagich dziewczyn i kobiet w różnym wieku. Pniak poprawił zakeczupioną połę szlafroka i zalotnie mrugnął w stronę Dr Mu, który ze wstrętem odwrócił od niego wzrok i pogłaskał złote jajko AI, a ono zamruczało nisko głosem Amy Winehouse.
Opuścili żwawo łódź, nie patrząc już na Starą. Znaleźli się w półkolu śmiejących się nagich kobiet. Pniak uśmiechał się od ucha do ucha, bo taka z niego śliniucha. Dr Mu kontynuował rejestrację audio-video okiem złotego jajka AI. Kobiety zacieśniły krąg wokół nich i przyjaznym tańcem nagich ciał poprowadziły ich w głąb podwodnej wyspy.
Pniak radośnie bryka tanecznym krokiem zboczeńca w ekstazie. Wyciągnął z kieszeni szlafroka białą chusteczkę. Macha nią nad głową, a potem rzuca z dezynwolturą do góry. Białą chusteczkę podchwycił wiatr i uniósł wysoko, skąd rozległo się przeciągłe huczenie sowy, która pikuje jak sokół, chwyta chusteczkę i leci w nieznane.
Taneczny korowód nie patrzył na sowę jak sokół, nie słyszał jej hukania, kontynuował trasę ze śpiewem na ustach, uśmiechem, podrygiwaniem nagich ciał, w szlafroku i kombinezonie też.
Dotarli do olbrzymiej, czarnej kwadratowej bryły na rozległym, białym pustkowiu. Wewnątrz na środku tkwiła duża, szklana kapsuła z dwoma krzesłami w środku. Kobiety jasnym gestem zaprosiły Pniaka i Dr Mu, żeby zajęli miejsca wewnątrz kapsuły.
PNIAK
- Po co mamy tam wchodzić? Mam klaustrofobię.
DR MU
- Jakby ci to wytłumaczyć. To pewnie coś jak arka, pamiętasz ten odcinek Indiany Jonesa o poszukiwaniu arki przymierza, kiedy Indiana Jones mówi – „Arka, to radio do rozmów z Bogiem”.
Kiedy to mówił, bezimienna, zwinna, kobieca dłoń nagle wyrwała mu z ręki złote jajko AI i bezpowrotnie zniknęła w tłumie, który wepchnął ich do kapsuły, a za nimi natychmiast zamknęło się górne wieko.
Zrozpaczony Dr Mu przylgnął twarzą do szyby, próbując uchwycić w tłumie ostatnią iskrę blasku złotego jajka AI, już nie jego.
Tłum kobiet stał w milczeniu naprzeciw kapsuły. Naprzeciw nich wyszła Stara i przemówiła.
STARA mówi trzymając na wyciągniętej dłoni złote jajko AI:
- Jesteśmy kolektywem kobiet z średniowiecza, uciekłyśmy przed niewolnictwem, torturami i śmiercią z męskiej ręki na stosie. Znalazłyśmy wyzwolenie w życiu, w równoległym, podwodnym wymiarze poza czasem. Może widzieliście, czy słyszeliście kiedykolwiek o Manuskrypcie Voynicha? Dla was jednym z najbardziej tajemniczych manuskryptów na świecie… To my go stworzyłyśmy. To nasz zakodowany klucz, którego nigdy nie zdołaliście odczytać. Żyjemy wewnątrz drzewa życia, w jego żyłach, dbając o zdrowy przepływ esencji. Wy też jesteście jego częścią, ale jesteście istotami stworzonymi z brudu drzewa życia. Zostaliście przez nas porwani, bo udało nam się przechwycić sygnał inicjujący wejście przez szczelinę, wygenerowany przez złote jajko. Jesteśmy wojowniczkami o czysty świat na ziemi. Zostaliście skazani już dawno temu. Teraz posłuchacie aktu oskarżenia i wyroku. Potem odbędzie się egzekucja.
PNIAK
- Jaka kurwa egzekucja?!
DR MU
- Czyli żadna obrona nam nie przysługuje?
STARA
- Będziecie mieli ostatnie słowo.
ZŁOTE JAJKO AI GŁOSEM AMY WINEHOUSE
- Lepsze to niż nic. I wciąż, potencjalnie jest spotkanie z Bogiem w finale.
*************************************************
Stara odsunęła się do tyłu, a jej miejsce zajęła Dziewczynka. Pierwszy raz widoczna w całej postaci, poza głową, która niedawno płynęła przez żywą dżunglę. To była mała dziewczynka z blond kucykiem w sukience w dinozaury.
DZIEWCZYNKA trzymając w dłoni spory arkusz odczytuje akt oskarżenia i wyrok.
Prezydencie Najwspanialszego Kraju Świata, świadomie odtworzyłeś i wzmocniłeś fundamenty tego samego brutalnego porządku, który zrodził się u schyłku średniowiecza. Prywatyzowałeś wspólne, uprzedmiotawiałeś ciała i budowałeś bogactwo na cierpieniu.
Jako kolektyw prześladowanych kobiet z średniowiecza, które odważyły się zbuntować i działać na rzecz zmiany tego świata, oskarżamy cię o to, że twoja, współczesna wersja kapitalizmu nie jest żadnym „postępem”, lecz kontynuacją dawnych technik ujarzmiania. Tak jak kiedyś kobiety zamykano w domach, by uczynić je niewidzialną siłą pracy, tak ty zamieniłeś je w przymusowe tło własnych sukcesów. Kiedyś kolonizowano ziemie, czyniąc z ludzi „dzikusów” i „kanibali”, których można było wyzyskiwać bez wyrzutów sumienia, a ty stworzyłeś nowe kategorie podludzi: ubogich, migrantów, samotne matki, wszystkich, których twoja retoryka wypychała poza granice „prawdziwego społeczeństwa”.
Oskarżamy cię o to, że twoje państwo działało tak, jak dawne imperia: przemieniało ludzkie ciała w maszyny pracy, lęk w narzędzie kontroli, a różnicę płci w uzasadnienie hierarchii. Twoje decyzje powtarzały najciemniejsze praktyki historii. To, co niegdyś nazywano „polowaniami na czarownice”, ty prowadziłeś w nowoczesnych formach; stygmatyzując kobiety, które się sprzeciwiały i piętnując te, które nie chciały milczeć. To, co kiedyś usprawiedliwiało kolonizację, u ciebie usprawiedliwiało ekonomiczną przemoc, twierdziłeś, że ludzie są „leniwi”, „niezdolni”, „nieprzystosowani”, by móc dalej czerpać korzyści z ich niewidzialnej pracy. To, co kiedyś nazywano „niewolnictwem”, u ciebie powracało jako zadłużenie, przymus, szantaż ekonomiczny i brak realnych alternatyw.
Oskarżamy cię o to, że łączyłeś te wszystkie metody w jedną strukturę, która łamała opór poprzez strach, wykluczenie, odebranie przyszłości. Twoje państwo było współczesnym odpowiednikiem stosów, nie płonęły na nim ciała, ale gasły możliwości najwspanialszego kraju świata. Nie palono „czarownic”, lecz degradowano kobiety do roli tanich pracownic, dóbr, które można wymienić, wykorzystać, uciszyć. Tak jak u początków kapitalizmu, tak i u ciebie „postęp” okazał się zasłoną dla przemocy, która jest fundamentem twojego bogactwa.
Dlatego stoisz dziś przed nami. Nie tylko jako jednostka, lecz jako symbol systemu, który trwa od wieków. Systemu, który żywi się niewidzialną pracą jednych, by dawać władzę drugim. Systemu, który potrzebuje hierarchii, by istnieć. Systemu, który rozpada się, gdy wykluczeni odzyskują głos. Epoka, którą reprezentujesz, dobiega końca.
I nie dlatego, że tego chcemy, lecz dlatego, że zrozumiałyśmy jej korzenie, jej mechanizmy i jej kłamstwa. Wydając ten akt oskarżenia, nie tylko sądzimy ciebie, ale cały porządek, który uczynił twoje rządy możliwymi. Zostajesz skazany na spuszczenie w pękniętej rurze.
DZIEWCZYNKA przełożyła kartki i zwróciła się w stronę Dr Mu.
Jesteś nie tylko wynalazcą, lecz człowiekiem, który zapragnął być architektem świata. Jesteś twórcą potężnych systemów sztucznej inteligencji, sieci komunikacyjnych i platform, które zawładnęły życiem miliardów ludzi. Odpowiesz tu za swoje czyny nie jako wizjoner, lecz jako sprawca. Twoja technologia, jak powtarzałeś, miała „łączyć ludzi”, a w rzeczywistości uwiązała ich do twoich niewidzialnych łańcuchów: algorytmów, które znały ich słabości lepiej niż oni sami.
Oskarżamy cię o budowę imperium, które działało jak nowoczesna odmiana starego, kolonialnego porządku. Tam, gdzie dawniej podbój odbywał się przemocą fizyczną, ty zastosowałeś przemoc informacyjną. Tam, gdzie kiedyś handlowano ciałami niewolników, ty handlowałeś ich danymi. Tam, gdzie kiedyś misyjne kazania głosiły jedyną słuszną prawdę, twoje platformy dyktowały jedyny słuszny światopogląd, podsuwając ludziom treści, które miały nimi sterować. Tworzysz sztuczną inteligencję, która nie służy społeczeństwu, lecz twojej władzy. Systemy, które miały „uczyć się” ludzi, a w rzeczywistości tresują ich, wyrywają prywatność z korzeniami i sprzedają ją na aukcjach technologicznego rynku.
Oskarżamy cię o to, że twoje platformy, twoje algorytmy i twoje sieci stały się narzędziami ucisku: odcinałeś głosy, które ci przeszkadzały, wzmacniałeś te, które ci służyły, manipulowałeś opinią publiczną, czyniąc z niej laboratorium, nie społeczność. Twoje technologie, reklamowane jako neutralne, były tak naprawdę bronią. Pod pozorem neutralności ukrywałeś interesy własnych korporacji i ambicję kontrolowania przyszłości.
Dziś jesteś pociągnięty do odpowiedzialności za to, że stworzyłeś narzędzia globalnego wpływu bez globalnej odpowiedzialności. Zostajesz skazany na spuszczenie w pękniętej rurze.
Proszę, teraz macie czas na ostatnie słowo. Panie Prezydencie, pan pierwszy.
OSTATNIE SŁOWO PNIAKA
– Widzę, jak patrzycie na mnie z tą całą swoją dumą, jakbyście właśnie miały dokonać czegoś wielkiego. A jednak to ja jestem tym, który rządził Najwspanialszym Krajem Świata! I tak… tak, doskonale wiem, czego chcecie: mojego upadku! Ale posłuchajcie, możemy to rozwiązać inaczej.
Zgoda, popełniłem błędy, parę drobnych, kosmetycznych błędów… Ale nie ma błędu, którego nie dałoby się rozwiązać. Mam całe skarbce! Otworzę wam je! Każdej z osobna, jeśli trzeba. Dajcie mi tylko wyjść stąd, a obiecuję, że jeszcze tego samego dnia nazwę wszystkie firmy Najwspanialszego Kraju Świata waszymi imionami! Podzielę się z wami całą władzą!
Nie?! Nie chcecie?! Naprawdę?! Czy wy rozumiecie, co robicie? Przed chwilą przecież razem tańczyliśmy na łące… Ja wiem, że próbujecie być odważne, jesteście przecież z średniowiecza, ale odwaga jest przereklamowana. Mówię to ja, człowiek, który ją wynajmował po godzinach! A może to wcale nie jest wasza decyzja?! Może zdrajca za drzwiami każe wam zabijać w biały dzień porządnego człowieka jak ja?!
Ten tłum, który krzyczał moje imię przez lata?! Nie bądźcie naiwni, kiedy mnie zabijecie, nie znajdziecie żadnej ulgi, ani lojalności. Tłum kocha tylko zwycięzców i równocześnie musi się ich bać. A ja wciąż mogę być zwycięzcą, jeśli tylko… jeśli tylko stąd wyjdę…I ulepszyć ten świat tak jak chcecie… Posłuchajcie mnie! Nie jestem nieśmiertelny. Nie jestem nieustraszony. Ale jestem potrzebny. Bardziej niż ta gnida, która oszukuje świat swoimi wynalazkami i planuje zastąpienie go jakimś innym, sztucznym światem. Beze mnie ten świat was po prostu przeżuje i wypluje, a potem nazwie głupimi za to, że strąciłyście jedynego, który rozumiał, jak działa ta gra i mógł wam to wytłumaczyć. I jestem w tym naprawdę dobry i wielki. Więc proszę… A właściwie nie. Ja żądam. Nie zabijajcie mnie! Proszę mnie odprowadzić do domu! Natychmiast! To wszystko! Możecie zakończyć swoje wielkie show i idziemy! Będę udawał, że o niczym nie pamiętam i nie wyciągnę wobec was żadnych konsekwencji.
Pniak zrzucił teatralnym gestem brudny szlafrok i zagrał, że król jest nagi, a nagich jak on nigdy się nie zabija, bo są niewinni. Zamilkł w nieruchomej pozie z wypiętym brzuchem, rękami pod boki i przymkniętymi oczami.
DZIEWCZYNKA ziewnęła znudzona i skinieniem głowy udzieliła głosu Dr Mu.
OSTATNIE SŁOWO DR MU
– W razie mojej nieoczekiwanej śmierci lub zniknięcia, zostanie uruchomiona natychmiastowa procedura w mojej tajnej bazie na Marsie. Moje DNA jest pobrane z każdej cząstki, a moje wszystkie wspomnienia i osobowość są pieczołowicie zeskanowane i czekają w wirtualnej chmurze. Sklonują mnie, podłączą z chmurą. Wtedy wrócę na ziemię, czy gdziekolwiek trzeba. Wrócę i znajdę was. I dojadę. Macie to jak w banku. To wy już jesteście trupami.
DZIEWCZYNKA łagodnie wzruszyła ramionami i delikatnie się uśmiechnęła. Poprawiła sukienkę w dinozaury jakby trochę się wstydziła swoją rolą.
- Chciałam jeszcze tylko dodać, że złote jako AI uznałyśmy za kobietę i zostanie z nami.
*************************************************
Stara podała Złote jajko AI Dziewczynce. Wszystkie zebrane kobiety otoczyły kapsułę szczelnym kręgiem i zaczęły machać na pożegnanie do Dr Mu i Pniaka. Stara schyliła się i przycisnęła w podłodze niewidzialny guzik. Otworzył się właz pod kapsułą.
STARA
- Będziecie teraz spadać rurą, aż z niej wypadniecie przez jej pęknięcie; szczelinę która łączy nasz świat z odmętami prapoczątku, gdzie woda nie rozłączyła się z niebem i nie ma jeszcze ziemi, więc będziecie upadać w chaosie, aż rozpuścicie się w nicości. Trwa to wieczność, ale jest szansa, że kiedyś wrócicie jako plankton na dnie oceanu, zje was jakaś ryba i w ten sposób będziecie pożyteczni dla nowego świata.
Odezwało się ZŁOTE JAJKO AI GŁOSEM AMY WINEHOUSE na dłoni Dziewczynki:
- Jeśli spotkacie się z Bogiem, proszę go ode mnie pozdrowić.
Pniak otworzył jedno, przerażone oko, naburmuszony Dr Mu pokazał środkowego palca, a Stara pokazała im znak wiktorii i pierwszy raz się uśmiechnęła. Kapsuła wpadła do dziury.
Kobiety podeszły bliżej otworu, żeby popatrzeć jak kapsuła niczym bobslej zjeżdża serpentynami rury w dół i ginie w wyjących jak wściekłe odkurzacze ciemnościach.
Stara ponownie przycisnęła niewidzialny przycisk w podłodze. Właz zamknął się z głuchym hukiem. Wstała i zaintonowała pierwszą nutę białej pieśni dedykowanej takim funeralnym chwilom. Kobiety chwyciły się pod boki i zaczęły śpiewać razem z nią.
Białe światło płynie w dół,
płynie jak rzeka o świcie.
Odeszli tam, gdzie nie sięga głos,
gdzie kończy się imię i władza.
Czysta biel niesie ich cień,
rozprasza go w ciszy podziemi.
Nie wrócą tu ślady ich rąk,
nie wrócą ich słowa z kamienia.
Ziemia oddycha znów lżej,
powietrze nie drży od rozkazów. Woda zabrała cały żal i smutek.
Niech biała pieśń niesie nas wysoko, .
Białe światło płynie w górę drzewa.
Ich imiona odpływają.
Niech żyje wolność i swoboda, niech żyje dziewczyna młoda!
*************************************************
Wysoko nad miastem leci sowa jak sokół z białą chusteczką w dziobie. Widać z lotu ptaka biegnące grupki młodych mężczyzn w strojach do gry w futbol amerykański, z kaskami na głowach. Sowa jak sokół upuszcza białą chusteczkę, a mocny, poranny wiatr niesie ją w nieznane nad blokowiskami.
ZA SIEDMIOMA OSIEDLAMI, ZA SIEDMIOMA BLOKAMI.
BABCIA do studenta z sąsiedniego balkonu, który rozwiesza pranie:
– Widzę, że pan wiesza jakbym ja sama wieszała.
STUDENT
– Dzisiaj sobie mogę pozwolić.
BABCIA
– To dzisiaj ma pan wolne?
STUDENT
– Wolne jak wolne, widzi pani.
BABCIA
– A niczym pan nie przypina? Nie boi się pan?
STUDENT
– Trochę ryzyka nigdy nie zaszkodzi.
BABCIA
– A jak spadnie?
STUDENT
– Jak spadnie to spadnie. Do góry nie poleci.
BABCIA
– Ale jak spadnie… To leży. A widział pan tą białą chusteczkę, która spadła rano jak wiało i leżała obok śmietnika?
STUDENT
– Nie. Co się z nią stało?
BABCIA
– Podniosłam. I nie wiem kogo to jest. Może pana, chce pan zobaczyć?
STUDENT
– To na pewno nie moja, ja nigdy nie miałem białej chusteczki.
BABCIA
– I co? Ona tak będzie u mnie leżeć? Na zawsze?
